IV Ka 722/25 - uzasadnienie Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim z 2025-12-31
Sygn. akt IV Ka 722/25
UZASADNIENIE
Tytułem wstępu Sąd wyjaśni powody odstąpienia od sporządzenia uzasadnienia na formularzu. Sporządzanie uzasadnienia na formularzu wymusza wielokrotne powtarzanie tych samych kwestii, względnie odwoływanie się do różnych rubryk formularza, zmuszając czytelnika do wielokrotnego wertowania tekstu w poszukiwaniu odniesień, czyniąc z tego dokumentu zawiłą szaradę. Jest tak zwłaszcza w tej sprawie, w której wniesiono trzy apelacje dotyczące dwojga oskarżonych, a zarzuty w ich zawarte częściowo pokrywają się lub zazębiają. Dlatego Sąd Okręgowy odstąpił od sporządzenia uzasadnienia na formularzu, gdyż sporządzenie go w tej formie byłoby nieczytelne dla stron i nie zapewniłoby pełnej transparentności, a tym samym swobodnej realizacji prawa do obrony naruszając prawo stron do rzetelnego procesu. Ma to również oparcie w orzecznictwie Sądu Najwyższego ( por. postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 8 kwietnia 2021 roku w sprawie III KK 77/21, opubl. Legalis).
Zarzuty błędów w ustaleniach faktycznych ( za wyjątkiem tych dotyczących postaci zamiaru ewentualnego co do oskarżonej A. H. ) oraz zarzuty błędnej oceny dowodów, nie zasługują na uwzględnienie. Sąd Rejonowy prawidłowo ustalił stan faktyczny w oparciu o rzetelnie i wszechstronnie oceniony materiał dowodowy. Każdy istotny dowód został poddany analizie i oceniony w kontekście innych, powiązanych z nim dowodów. Ocena materiału dowodowego dokonana przez Sąd Rejonowy jest obiektywna, prawidłowa, zgodna z zasadami logiki i doświadczenia życiowego, oparta o całokształt ujawnionego na rozprawie materiału dowodowego i jako taka korzysta z ochrony jaką daje art. 7 kpk. Sąd Okręgowy nie będzie w tym miejscu tej oceny i tych ustaleń powielał, albowiem wobec doręczenia stronom odpisu uzasadnienia zaskarżonego wyroku analiza ta jest ( a przynajmniej powinna być ) im znana - dość powiedzieć, że Sąd odwoławczy aprobuje dokonaną przez Sąd Rejonowy ocenę dowodów oraz oparte na niej ustalenia faktyczne.
Tym samym – skoro Sad prawidłowo ustalił stan faktyczny – chybione są zarzuty naruszenia prawa materialnego. Zarzut obrazy prawa materialnego może być podnoszony przy niekwestionowaniu ustaleń faktycznych, na podstawie których norma prawa karnego ma być zastosowana. Co do postaci zamiaru ewentualnego co do oskarżonej A. H., to co prawda Sąd Okręgowy przyjmując nieumyślność zmienił kwalifikację prawną przypisanego jej czynu, ale leży to w sferze błędów w ustaleniach faktycznych ( będzie to dalej omawiane).
W sprawie nie ma więc żadnych nieusuniętych wątpliwości, bo zostały one rozwiane w drodze rzetelnej i logicznej oceny dowodów. To, że apelant się z tą oceną nie zgadza, nie jest równoznaczne z sytuacją określoną w art. 5 § 2 kpk. Zatem nie doszło do naruszenia zasady in dubio pro reo, a zarzuty z tym związane są chybione.
W dalszej części uzasadnienia Sąd Okręgowy odniesie się szczegółowo do zarzutów apelacyjnych, a w przypadkach, w których powielają się one w każdej z apelacji ( a takich jest większość), będzie omawiał je łącznie.
Przechodząc do konkretów, Sąd ma wrażenie, że zgubiono istotę tej sprawy. Apelacje w dużej części skupiają się na zarzutach związanych z tym, że oskarżone nie przeprowadziły osobiście zabiegu terminacji ciąży przez wykonanie zabiegu cesarskiego cięcia w Szpitalu Miejskim w C., w którym według apelantów nie było do tego w tej sytuacji odpowiednich warunków, a więc podejmowanie tej akcji nie tylko nie zmniejszyłoby, ale wręcz zwiększyłoby stopień niebezpieczeństwa dla pacjentki i dziecka. Tymczasem z opisu czynów przypisanych oskarżonym w zaskarżonym wyroku ( podkreślmy – w wyroku, bo to wyrok przypisuje czyn i znamiona sprawcze, a nie jego uzasadnienie, które jest do wyroku dokumentem wtórnym i nie stanowi jego integralnej części ) wynika, że takiego zachowania jako czynności sprawczej przestępstwa im nie przypisano. Z opisu tego wynika, że błąd oskarżonych polegał nie na tym, że osobiście nie przeprowadziły cesarskiego cięcia w Szpitalu Miejskim w C., tylko że przez popełnienie wskazanych uchybień opóźniły wykonanie tego zabiegu ( który wykonany został w innym szpitalu o wyższym stopniu referencyjności).
Przecież w opisie czynów przypisanych oskarżonym wskazuje się, że podejmując decyzję o konieczności przekazania pacjentki do innej placówki o wyższym stopniu referencyjności ( co w ocenie Sądu Okręgowego nie było błędem) oskarżone popełniły następujące uchybienia:
-
-
nie zlecono transportu przetransportowania w ramach transportu międzyszpitalnego ( bo oskarżona K. B. zamiast to zrobić zgodnie z obwiązującymi procedurami przez ponad godzinę wykłócała się telefonicznie z dyspozytorką pogotowia, że takiego zlecenia nie wystawi bo nie będzie za to płaciła – a tymczasem rację miała dyspozytorka);
-
-
w wyniku tego pokrzywdzona przewieziona została do innej placówki ze znacznym, trwającym półtorej godziny opóźnieniem;
-
-
w konsekwencji czego zabieg cesarskiego cięcia przeprowadzono później niż można by było to zrobić ( co najmniej półtorej godziny później), a było to jedyne rozwiązanie możliwe do przeprowadzenia i odsuwanie go w czasie zwiększało stopień zagrożenia pacjentki i dziecka na niebezpieczeństwo z art. 160 kk;
-
-
w okresie oczekiwania na przewiezienie pacjentki oskarżone zaniechały diagnostyki, którą można było wykonać w bardzo krótkim czasie, w postaci badania usg i pobrania krwi do badań na cito, co pozwoliłoby na lepszą ocenę dobrostanu ciężarnej – a więc docelowo również przyspieszyć w innym szpitalu decyzję o cesarskim cięciu i dać lekarzom przystępującym do tego zabiegu lepszą orientację, z jaką patologią ciąży będą mieli do czynienia po „otwarciu” pacjentki;
-
-
w czasie tego bezproduktywnego oczekiwania na przewóz pacjentki jej stan się pogarszał, ryzyko dla matki i dziecka rosło;
-
-
a w rezultacie naraziły ciężarną pacjentkę na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, a jej nienarodzone dziecko na bezpośrednie niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w rozumieniu art. 160 kk ( do wyczerpania znamion tego przestępstwa wystarczające jest, aby gwarant przez zaniechanie zwiększył lub nie zapobiegł zwiększaniu stopnia tego niebezpieczeństwa, nie musi go stwarzać ani nie musi mieć możliwości całkowitego wyeliminowania tego ryzyka);
-
-
ponadto co do oskarżonej A. H. opis ten został uzupełniony przez Sąd Rejonowy o zaniechanie upewnienia się, czy doszło do wystawienia zlecenia przetransportowania pacjentki i jej przewiezienia do placówki o wyższym stopniu referencyjności – co zmieniło w ocenie Sądu Okręgowego sytuację tej oskarżonej na jej korzyść, spowodowało w drugiej instancji zmianę kwalifikacji na przestępstwo nieumyślne, a co będzie jeszcze szczegółowo omawiane w dalszej części uzasadnienia.
Jak widać sedno sprawy nie leży w tym, że oskarżone nie przeprowadziły osobiście zabiegu cesarskiego cięcia w Szpitalu Miejskim w C., tylko w tym, że na skutek ich zaniechań zabieg ten przeprowadzono ze znacznym opóźnieniem ( nie ma znaczenia, że w innym szpitalu przez innych lekarzy). Zatem nie przypisano im, że wyczerpały znamiona przestępstwa bo podjęły decyzję o konieczności przekazania pacjentki do innej placówki o wyższym stopniu referencyjności, tylko, że w wyniku ich zaniechań pacjentka znalazła się w tym szpitalu zbyt późno, a opóźnienie to zwiększyło stopień niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia matki i dziecka.
Dlatego część zarzutów apelacyjnych dotyczących możliwości wykonania w bezpieczny sposób zabiegu cesarskiego cięcia przez oskarżone w Szpitalu Miejskim w C. jest bezzasadna, bo nie dotyczy istoty sprawy, nie będą więc one szczegółowo omawiane wobec ich bezprzedmiotowości ( art. 436 kpk) – sygnalizacyjnie wskazać należy, że dotyczy to m. in. kwestii ilości zapasów krwi w Szpitalu Miejskim oraz jego zaplecza medycznego i możliwości organizacyjnych, zarzutów w sprzecznościach opinii co do oceny stopnia ryzyka przeprowadzania takiego zabiegu w tym szpitalu, niedopuszczania dowodów w tym przedmiocie, sprzeczności opinii w tym zakresie.
Chybione są zarzuty apelacyjne związane z tym, jakoby do pogorszenia się stanu pokrzywdzonej doszło dopiero w trakcie transportu do szpitala o wyższym stopniu referencyjności ( Wojewódzkiego Szpitala (...) (...) w C.), a w Szpitalu Miejskim w C. ( gdzie zajmowały się nią oskarżone ) była w stanie dobrym nie wskazującym na bezpośrednie niebezpieczeństwo dla zdrowia i życia jej i jej dziecka. Sąd Rejonowy prawidłowo ocenił w tym zakresie materiał dowodowy, w szczególności wyjaśnienia oskarżonej A. H., zeznania położnych B. D., A. S., zeznania lekarza pogotowia (...) i dyspozytorki B. P., opinie biegłych i zeznania pokrzywdzonego A. L. ( męża zmarłej K. L. ), zeznania D. G., S. B., G. K., J. Z., J. B., J. S. i Z. B. oraz dokumentację medyczną – zarzuty apelantów z tym związane są bezzasadne. Poniżej będzie to szczegółowo wykazane.
Co do zarzutów dotyczących pominięcia zeznań M. G. (lekarza z pierwszej karetki pogotowia odbierającej pokrzywdzoną z domu) i B. P. (dyspozytorki pogotowia) oraz treści zarejestrowanych rozmów między nimi, to są one chybione. B. P. nie miała wiedzy o stanie pokrzywdzonej, nie miała z nią kontaktu. Rzucone w złości ( po nakrzyczeniu na nią przez oskarżoną K. B.) przez M. G. do B. P. słowa, że mąż sam mógł przywieść żonę do szpitala nie świadczą o tym, że stan ten był dobry, a już na pewno nie odnoszą się do stanu pacjentki w czasie, kiedy przebywała pod opieką oskarżonych ( wtedy M. G. nie miała już kontaktu z pacjentką). M. G. w zeznaniach potwierdziła, że przyjeżdżając do domu pokrzywdzonej stwierdziła stan po zasłabnięciu pokrzywdzonej, bladość skóry, deklarowane przez pokrzywdzoną bóle podbrzusza, a przede wszystkim to, że jako lekarz ratownictwa medycznego nie wykonywała żadnych badań diagnostycznych. Poza tym zły stan pokrzywdzonej pogłębiał się z każdą chwilą i inny był w czasie zabierania jej z domu przez ekipę pierwszej karetki ( tu zajmowała się nią M. G.), a inny ( gorszy) po przybyciu jej do Szpitala Miejskiego w C.. Zatem kluczowym świadkiem mogącym odtworzyć ten proces był stale obecny przy żonie A. L. i z jego zeznań wynika, że pokrzywdzonej się stale pogarszało.
Przecież A. L. wezwał karetkę pogotowia po zasłabnięciu żony, a ona była po tym wyraźnie splatana – raz twierdziła, żeby jechać do szpitala, po chwili, że nie bo to nie termin porodu. Dlatego też chybione są zarzuty apelacyjne, jakoby z zeznań A. L. nie wynikał zły stan jego żony w czasie przyjmowania do szpitala w którym pracowały pokrzywdzone – wręcz przeciwnie, wynika z nich coś odwrotnego, a chwiejne deklaracje pokrzywdzonej co do wezwania karetki do domu mimo jej omdlenia i słabego samopoczucia wskazują na jej splatanie i dezorientację, a więc na pogłębiający się proces chorobowy. W czasie pobytu w Szpitalu Miejskim w C. pokrzywdzona słabła z każdą chwilą, nawet laik ( A. L.) widział jej postępującą słabość, bladość skóry, zaczęło być jej zimno i drżała ( oskarżona K. B. słysząc to poradziła okryć ją kocem), jej stan był tak zły, że A. L. mimo, że był w szpitalu ( Szpitalu Miejskim w C.), sam zaczął dzwonić po karetkę, nawet po nią pobiegł. Już w karetce jadącej do Wojewódzkiego Szpitala (...) (...) w C. ( jak w końcu pokrzywdzona do niej trafiła) pokrzywdzona była w stanie bardzo ciężkim, co wprost wynika z dokumentacji sporządzonej przez lekarza z tej karetki (W. I.). Zanim wyjechała ze Szpitala Miejskiego w C. pokrzywdzona zaalarmowała, że straciła czucie w nogach ( i było to jeszcze w tym szpitalu, w którym pracowały oskarżone, a nie w czasie transportu do kolejnego szpitala). Sąd nie widzi podstaw, aby odmówić wiary pokrzywdzonemu A. L., jego zeznana znajdują odzwierciedlenie w zarejestrowanych rozmowach z dyspozytorami pogotowia wykonywanymi, gdy chora była jeszcze na terenie Szpitala Miejskiego w C..
Natomiast oskarżona A. H. i położne w osobach B. D. i A. S. zajmujące się pokrzywdzoną w Szpitalu Miejskim w C. mają oczywisty interes, aby nie mówić prawdy i niezgodnie z rzeczywistością przedstawiać stan pacjentki jako dobry. Oskarżona przyjęła taką linię obrony. Co do w/w położnych, to nie przekonuje argument apelanta, że zeznając nie pracowały już w tym szpitalu i nie narażały się na zemstę ze strony lekarzy. Przecież początkowo postępowanie toczyło się w sprawie narażenia na niebezpieczeństwo pokrzywdzonej i jej dziecka przez cały personel Szpitala Miejskiego w C., w tym przez w/w położne. Zatem zeznawały tak, bojąc się ewentualnej odpowiedzialności karnej, a także moralnej, za brak należytej opieki nad wymagającą jej pacjentką.
Co do zeznań D. G. (ratownik medyczny z pierwszej karetki) i S. B. (kierowca pierwszej karetki) to mieli oni kontakt z pokrzywdzoną na początku rozwoju jej stanu chorobowego ( odbierali ją z domu do Szpitala Miejskiego w C.), a chorą zajmowała się przede wszystkim lekarz pogotowia obecna w karetce ( M. G. ) – nie mieli więc oni dokładnej wiedzy na temat stanu pacjentki oraz stan ten był inny niż w czasie pobytu w Szpitalu Miejskim w C. ( w pierwszej karetce lepszy, bo pogarszał się z każdą chwilą). Co do zeznań G. K., to była ona sanitariuszką w Szpitalu Miejskim w C. i przecież wprost zeznała, że pokrzywdzona była „bardzo bólowa i słaba”, musiała być podtrzymywana. J. Z. i J. B. to dyspozytorki pogotowia nie mające bezpośredniego kontaktu z pokrzywdzoną i nie mogą ocenić jej stanu. M. K. (1) ( pielęgniarz z drugiej karetki wiozącej pokrzywdzoną do szpitala wojewódzkiego) zeznał przecież, że „ widać było jednak, że stan pacjentki jest niepokojący i może ulec zmianie”. Ponadto on był jedynie pielęgniarzem, natomiast lekarz z tej karetki ( W. I.) zajmujący się nią bezpośrednio i badający ją opisał stan pacjentki jako znacznie gorszy: pacjentka w stanie ciężkim, przytomna ale splątana, ciśnienie krwi zaledwie 80/40 mmHg, akcja serca 140 u/m, w wywiadzie dwa zasłabnięcia z drgawkami – obrońca te zapisy lekarza oraz jego zeznania, w których to potwierdził ( k. 336) pomija milczeniem. Dlatego zarzuty pominięcia tych zeznań przy ustalaniu stanu faktycznego są chybione.
Zaś zarzut pominięcia zeznań J. S. jawi się jako nieporozumienie – jest to lekarz uczestniczący w operacji pokrzywdzonej w szpitalu wojewódzkim, który został wezwany w trybie pilnym, na salę operacyjną wszedł już w trakcie zabiegu, nie miał żadnych informacji o sprawie poza przebiegiem samej operacji i to dopiero w jej późniejszej fazie (k. 356-357).
Co do argumentów, że pokrzywdzona mogła wykrwawić się na skutek pęknięcia macicy, do którego zdaniem apelantów mogło dojść już po opuszczeniu przez nią Szpitala Miejskiego w C., to również są one chybione. Po pierwsze, w wodach płodowych nie odnaleziono krwi, co wyklucza pęknięcie macicy ( a co należycie wykazali ci biegli, na których opiniach Sąd się oparł). To, że oskarżona A. H. twierdzi, jakoby mogło być inaczej, wynika z przyjętej przez nią linii obrony i Sąd słusznie opierał się tu na opinii biegłych z (...) M. K. (2) w T. C. M. im. (...) R. w B.. Sąd Rejonowy zasadnie odrzucił tezę innych biegłych z ośrodka w K. ( C. J.) o pęknięciu macicy, należycie to uzasadniając i opierając się na późniejszych opiniach biegłych z (...) M. K. (2) w T. C. M. im. (...) R. w B.. W szczególności biegły stwierdzający pękniecie macicy dywagował, a nie opierał się o dowody, bo macicy tej nie zabezpieczono, nie udokumentowano jej pęknięcia w dokumentacji medycznej, w wodach płodowych nie było krwi, nie zeznali o tym lekarze przeprowadzający operację. Właśnie szczególnie znamienne jest, że sporządzający dokumentację z operacji lekarze nie wpisali w nią nic o rzekomym pęknięciu macicy, nie wynika to z ich zeznań. W szczególności nie wynika to wcale z zeznań Z. B., która dokładnie opisała cały przebieg operacji i wszystkie stwierdzone patologie i schorzenia u pacjentki, ani słowem nie wspominając o tak poważnym urazie jak pęknięcie macicy, choć to przecież ona ją wycinała. Apelant wyrywa z kontekstu jedno zdanie z jej zeznań z k. 355, w którym świadek mówi „w obrębie przymacicza lewego stwierdzono brak ciągłości mięśnia macicy w miejscu przyczepu przyrastającego łożyska” i nie mając wiedzy medycznej wysuwa stąd argument o pęknięciu macicy. Ale mający taką wiedzę biegli medycy na których opiniach Sąd się oparł takiego wniosku nie wysunęli, a przede wszystkim opisując to tak dokładnie Z. B. nie wskazuje na żadne krwawienie, mówi w tym momencie o kolejnej facie operacji, jej słowa dotyczą „przymacicza” i opisują proces jej wycinania, nie mówi nic o pęknięciu samej macicy i krwawieniu z macicy. Nie zeznaje nic o tym również drugi z lekarzy przeprowadzających zabieg operacyjny J. S. ( k. 356-357), nie ma tym słowa w bogatej dokumentacji z operacji. Ponadto, w czasie operacji ( już w szpitalu wojewódzkim ) po otwarciu brzucha pokrzywdzonej stwierdzono 200 ml ciemnej krwi oraz 150 – 200 ml skrzepów krwi – natomiast wody płodowe były czyste. Nie jest możliwe, aby skrzepy krwi wewnątrz brzucha i to w takiej ilości wytworzyły się w czasie po opuszczeniu przez pokrzywdzoną Szpitala Miejskiego w C., a jej operacją ( około pół godziny) – zatem tezy o tym, że z pokrzywdzoną w Szpitalu Miejskim w C. wszystko było dobrze, a akurat w czasie jazdy do szpitala wojewódzkiego pękła jej macica i dlatego się wykrwawiła należy odrzucić – nie mają oparcia w materiale dowodowym.
Dlatego Sąd słusznie nie dał wiary wyjaśnieniom oskarżonej A. H., zeznaniom położnych B. D., A. S. jakoby stan pokrzywdzonej w Szpitalu Miejskim w C. był dobry, a zasadnie dał w tym przedmiocie wiarę zeznaniom pokrzywdzonego A. L. i prawidłowo ustalił, że jej stan już w Szpitalu Miejskim w C. był bardzo zły i pogarszał się z każdą chwilą, a oskarżone zdawały sobie z tego sprawę ( z tym zastrzeżeniem, że Sąd Okręgowy uznał, iż oskarżona A. H. mogła zdawać sobie z tego sprawę przy zachowaniu należytych reguł ostrożności, co będzie dalej omawiane). Zasadnie również Sąd oparł się na opiniach biegłych z (...) M. K. (2) w T. C. M. im. (...) R. w B. i częściowo na opiniach biegłych z (...) w B. i należycie to uzasadnił.
Wobec powyższego zarzuty apelantów co do tych opinii są chybione, nie ma również między nimi niewyjaśnionych sprzeczności mających znaczenie w tej sprawie ( Sąd odsyła do pierwszej części uzasadnienia wykazującej, że oskarżonym nie przypisano, że osobiście nie podjęły się zabiegu cesarskiego cięcia w warunkach Szpitala Miejskiego w C., więc wskazywane przez apelantów sprzeczności między opiniami nie mają znaczenia). Nie mają również znaczenia wskazywane sprzeczności co do oceny zachowania innego lekarza prowadzącego wcześniej ciążę pokrzywdzonej w osobie T. B., albowiem po pierwsze, nie jest on oskarżonym w tej sprawie, a po drugie, nawet przyjęcie, że to on powinien wcześniej rozpoznać patologię ciąży pokrzywdzonej nie zwalniałoby oskarżonych od odpowiedzialności za przypisane im czyny. Co do zarzutów polegających na nieuzupełnieniu opinii ( niedopuszczeniu nowych ) w przedmiocie oceny, czy taka pacjentka w ogóle powinna być transportowana i przyjmowana w takim szpitalu jak Szpital Miejski w C., czy od razu w szpitalu o wyższym stopniu referencyjności, to przecież nie ma to znaczenia, bo tak czy owak pokrzywdzona została przywieziona do Szpitala Miejskiego w C. i oskarżone powinny się nią odpowiednio zająć, a ewentualne nieprawidłowości po stornie innych, zajmujących się pacjentką wcześniej lekarzy, nie zwalniały ich od tej powinności.
Tym samym – w nawiązaniu do powyższego - chybione są zarzuty związane z niedopuszczeniem przez Sąd dalszych opinii uzupełniających lub opinii innych biegłych. To, że stronom opinie się nie podobają, nie zgadzają się z nimi, nie jest jeszcze powodem do dopuszczania kolejnych opinii. Nie doszło zatem do naruszenia art. 201 kpk, bo opinie, na których opierał się Sąd Rejonowy ustalając stan faktyczny nie są sprzeczne w stopniu nakazującym dopuszczanie innych opinii, są rzetelne i fachowe, a Sąd Rejonowy wykazał, dlaczego i w jakich częściach na nich się opierał.
Chybione są podnoszone w apelacji obrońcy oskarżonej K. B. zarzuty błędów w ustaleniach faktycznych poprzez przyjęcie, że zachowanie tej oskarżonej opóźniło transport pokrzywdzonej do Wojewódzkiego Szpitala (...) (...) w C.. Obrońca powołując się na pierwszą rozmowę oskarżonej z dyspozytorką twierdzi, że ta wprowadziła oskarżoną w błąd i że to z winy dyspozytorki pogotowia (...) doszło do opóźnienia. Zarzuty te są chybione, o czym poniżej.
Po pierwsze, oskarżona zadzwoniła na pogotowie o godzinie 03.12 po około 20 minutach od przywiezienia pokrzywdzonej do Szpitala Miejskiego w C. ( co apelant sam przyznaje). Przecież zgodnie z wówczas obowiązującymi przepisami, regulacjami i umowami ( a regulacje te oskarżona miała obwiązek znać) oczywiste było, że nie można od tak sobie w takiej sytuacji zawrócić karetki, tylko trzeba zlecić ponownie transport pacjentki. Sąd Rejonowy w uzasadnieniu zaskarżonego wyroku wykazał te regulacje, nie będzie to powielane. A zatem już tu ujawnia się zaniechanie oskarżonej, która nie chcąc płacić za zlecenie transportu próbowała „zawrócić” karetkę ( o tym, że był to również motyw finansowy świadczą kolejne rozmowy z dyspozytorką, o czym za chwilę).
Po drugie, w rozmowie tej (mającej miejsce o godzinie 03.12) dyspozytorka wcale nie zapewniła oskarżonej K. B., że zawróci karetkę i że nie będzie trzeba wystawiać zlecenia transportu, tylko powiedziała, że uwagi oskarżonej dotyczące prawidłowości pracy lekarza karetki pogotowia i jego decyzji o przywiezieniu pacjentki do Szpitala Miejskiego w C. ( m. in. o „ braku oleju w głowie” – to uszczypliwość oskarżonej do M. G.) nie powinny być kierowane do niej jako do dyspozytorki ( „ To nie do mnie już takie, takie właśnie”), a potem powiedziała, że przekaże uwagi oskarżonej zespołowi karetki ( k. 199). Z tej rozmowy nie wynikało, że karetka zostanie „zawrócona”, co zresztą nie byłoby zgodne z przepisami.
Po trzecie, przez następne pół godziny nie było żadnego odzewu, ale oskarżona nic ani z tym, ani z pacjentką nie robiła - ani nie ustalała, co jest z tą karetką, ani kompletnie nie zajmowała się chorą poza poradą daną jej mężowi, że skoro jej zimno i drży to niech ją okryje kocem. A w tym czasie można było zrobić badania usg i badania laboratoryjne ( przynajmniej pobrać krew i je zlecić ). To również świadczy o tym, że oskarżona K. B. nie chciała zająć się tą pacjentką i oczekiwała, że pozbędzie się jej z oddziału godząc się na wzrastanie w tym czasie zagrożenia dla życia i zdrowia jej i dziecka.
Po czwarte, jak już oskarżona K. B. po pół godzinnie ( o godzinie 03.42) ponownie zadzwoniła na pogotowie i uzyskała kategoryczną informację, że musi wystawić zlecenie transportu, ujawniła wprost swój zamiar - otóż powiedziała, że ona żadnego zlecenia nie wystawi bo nie będzie za to płacić i że to nie jej problem , tylko pogotowia i niech sobie „ pani doktor G. czy jaj jej tam” wystawia skierowanie na transport, zasugerowała, że pogotowie podrzuciło do jej szpitala pacjentkę „ jak worek kartofli”. ( k. 204-207). Ta rozmowa wskazuje, że oskarżona K. B. nie miała zamiaru zajmować się zdrowiem pokrzywdzonej, bo uznała, że ją „podrzucono”, że „to nie jej problem” i że „nie będzie płacić” za zlecenie transportu.
Po piąte, nie ma racji obrońca twierdząc, jakoby M. G. w czasie kolejnej rozmowy mającej początek o godzinie 03.50 również wprowadziła oskarżoną w błąd zapewniając, że załatwi karetkę bez zlecenia – apelant powołuje się tu na słowa M. G. z końcowej fazy tej rozmowy „ Pan doktor spokojnie. Ja zadzwonię do dyspozytora i załatwimy to. Dziękuję” ( k. 214). Ale obrońca wyrywa te końcowe słowa z kontekstu całej burzliwej rozmowy. Wynika z niej, że oskarżona ponownie jest informowana o konieczności wystawienia zlecenia i ponownie tego odmawia, przekomarza się z M. G. i oczekuje, że to ona zdecyduje wbrew dyspozytorowi i przyjedzie karetką po pacjentkę. Na to M. G. mówi jej, że ekipy karetek nie decydują o tym „ my tutaj że tak powiem nie rządzimy wyjeżdżaniem”. Na co oskarżona pyta, kto rządzi, do kogo ma się zgłosić. I na to pytanie M. G. odpowiada „ Pani doktor spokojnie. Ja zadzwonię do dyspozytora i załatwimy to.”. Zatem z kontekstu tej rozmowy wynika nie to, że M. G. obiecała po godzinie 03.50 oskarżonej przyjazd karetki, tylko, że porozmawia z dyspozytorką o tym, kto może zezwolić na to bez wystawienia zlecenia. I tu leży sedno sprawy - oskarżona cały czas z uporem godnym lepszej sprawy odmawiała wystawienia zlecenia i zaczęła domagać się kontaktu z „kimś kto rządzi”. Tymczasem czas płynął, a stan pokrzywdzonej się pogarszał.
Po szóste, to, że po czasie tę karetkę wysłano bez zlecenia nie świadczy o tym, że „ zlecenie nie jest potrzebne, a wystarczyła decyzja kierownika pogotowia (...) ” jak to ujął obrońca w uzasadnieniu apelacji. Zlecenie było potrzebne – tylko wobec uporu oskarżonej K. B. i jej wyrażonym w w/w rozmowie z godziny 03.50 żądaniu, żeby ją skontaktować z kimś kto rządzi, M. G. zadzwoniła do dyspozytorki i poinformowała ją o uporze oskarżonej i żądaniu kontaktu z kimś wyżej postawionym. Obie rozmówczynie uradziły, że w tej sytuacji trzeba będzie zadzwonić do kierownika dyspozytorów pogotowia (...) i spróbować go obudzić ( nie miał dyżuru, spał w domu) to może coś na to poradzi. Po tej rozmowie dyspozytorka pogotowia zdecydowała się obudzić o 04.00 nad ranem kierownika dyspozytorów pogotowia ( bo z jednej strony wiedziała, że wysyłając karetkę bez zlecenia łamie procedury, ale z drugiej, że z pacjentką jest coraz gorzej), a ów kierownik (T. C.) obudzony o świcie również stwierdził, że choć oskarżona K. B. nie ma racji ( określił to w rozmowie z dyspozytorką wulgarnym słowem) to należy karetkę wysłać dla dobra pacjenta, a on na siebie weźmie opisanie karty wyjazdu ( zapis rozmowy k. 228-230). Ta rozmowa zakończyła się o godzinie 04.06.
Po siódme, zamieszanie związane z wysłaniem niewłaściwej karetki po tej rozmowie nie powstałoby, gdyby oskarżona od początku wystawiła zlecenie na transport pacjentki, a tymczasem wysyłano ją nie na podstawie zlecenia, tylko ustnej decyzji kierownika pogotowia podjętej o 04.06 rano ( w tym celu go obudzono, nie dyżurował wtedy ).
Tym samym oczywiste jest, że oskarżona K. B. odmawiając wystawienia zlecenia transportu ( wbrew przepisom o czym powinna wiedzieć od początku i na przekór kategorycznym informacjom o takiej konieczności udzielanym jej już w drugiej rozmowie przez dyspozytorkę) przedłużała przetransportowanie pacjentki do szpitala o wyższym stopniu referencyjności. Czas ten wynosił między pierwszą rozmową z dyspozytorką, a decyzją kierownika pogotowia około godziny, ale przecież już zainicjowanie pierwszej rozmowy ( tej o godzinie 03.12 po około 20 minutach od przywiezienia pacjentki do Szpitala Miejskiego w C. ) przez oskarżoną było błędne. Nie powinna próbować „zwracać” karetki żeby unikać kosztów, tylko zlecić ponowny transport zgodnie z procedurą. Ponadto niewielkie opóźnienie związane z wysyłaniem niewłaściwej karetki ( apelant wskazuje, że trwało około 10 minut ) nie powstałoby, gdyby oskarżona od początku zachowywała się właściwie.
Dlatego poczynione przez Sąd Rejonowy ustalenia faktyczne co do zawinionego przez oskarżoną K. B. opóźnienia transportu chorej do szpitala o wyższym stopniu referencji są prawidłowe.
W tym miejscu odnieść należy się do zarzutów dotyczących przyjętego zamiaru ewentualnego co do oskarżonej K. B.. Są one chybione, a Sąd Rejonowy słusznie przyjął, że godziła się ona na to, że jej zachowanie zwiększa stopień narażenia pokrzywdzonej na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, a jej dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Nie chciała ona zająć się pokrzywdzoną, nie chciała zlecić w prawidłowy sposób transportu międzyszpitalnego, bo nie chciała ponosić ewentualnych obciążeń finansowych z tym związanych i uznawała, że „to nie jej problem” skoro w jej ocenie to pogotowie przywiozło („ podrzuciło jak worek kartofli” ) pacjentkę do nie tego szpitala, co powinno ( wprost wyraziła to w rozmowie z dyspozytorką pogotowia). Jednocześnie wiedziała o pogorszającym się stanie pacjentki ( co było powyżej wykazywane ) i godziła się na to, że wydłużanie procedury przewiezienia jej do innego szpitala zwiększa z każdą chwilą stopień niebezpieczeństwa o jakim mowa w art. 160 kk. Jednak ważniejsze było postawienie na swoim i uniknięcie obciążeń związanych z kosztami transportu.
Co do oskarżonej A. H. zarzuty apelantów dotyczące postaci jej winy były częściowo zasadne.
Jak bowiem ustalił ( i przypisał jej uzupełniając opis czynu w wyroku) Sąd Rejonowy, ta oskarżona po zbadaniu pacjentki i zaakceptowaniu decyzji K. B. o przetransportowaniu chorej do szpitala wojewódzkiego więcej się pacjentką nie zajmowała i nie miała wiedzy o rozwoju sytuacji ( a więc o tym, że oskarżona K. B. nie wystawiła zlecenia transportu, że zaczęły się telefoniczne „przepychanki” K. B. z dyspozytorką pogotowia w kwestii wystawienia tego zlecenia, że dochodzi do znacznego opóźnienia przetransportowania pacjentki, a w tym okresie i tak nie wykonuje się żadnej diagnostyki, w tym usg i badań laboratoryjnych). Zatem nie wiedząc o tym nie mogła się godzić na to, że przez to opóźnienie i brak badań zwiększa się stopień omawianego niebezpieczeństwa. Niesłusznie więc przypisano jej umyślność zachowania ( w postaci zamiaru ewentualnego).
Jednak oskarżona A. H. popełniła to przestępstwo z winy nieumyślnej, albowiem przy zachowaniu reguł ostrożności wymaganych w tych okolicznościach mogła przewidzieć te okoliczności ( w/w opóźnienia i zaniechania ) i wynikającą z nich możliwość wystąpienia negatywnych skutków zdrowotnych dla pacjentki i płodu. Postępując bowiem zgodnie z wymaganymi regułami ostrożności powinna się upewnić, czy w tej nietypowej i pilnej sytuacji doszło do załatwienia transportu dla pacjentki, a nie odejść do swojego pokoju nie interesując się dalej sprawą.
Chybione są zarzuty apelantów, że oskarżonej A. H. nie obciążał żaden obowiązek dalszego interesowania się losem pacjentki ( po dokonaniu konsultacji), a w szczególności, że nie wynikało to z regulaminu organizacyjnego szpitala. Ten obowiązek upewnienia się co do dalszych losów pacjentki i jej transportu do innego szpitala obciążał oskarżoną A. H. z dwóch zasadniczych powodów.
Po pierwsze ( pomijając jej funkcję, o czym za chwilę) wynika to już z jej roli gwaranta jako lekarza pełniącego dyżur wspólnie z drugim lekarzem, tj. oskarżoną K. B., która poprosiła ją o konsultacje, a oskarżona A. H. konsultację tę przeprowadziła i pacjentkę ginekologicznie zbadała – i to w ramach wspólnego dyżuru - oraz zaakceptowała decyzję koleżanki o potrzebie pilnego przetransportowania pacjentki do szpitala o wyższym stopniu referencyjności. I gdyby nie działo się to na wspólnym nocnym dyżurze można by wywodzić, że oskarżona A. H. nie miałaby powodów dalej interesować się to sprawą. Ale w warunkach nocnego dyżuru, gdzie wiadomo, że obsada jest skąpa i zachodzą różne problemy logistyczne, wymagana od lekarza dyżurującego ostrożność nakazywała, aby upewnił się, czy sprawa tego transportu została załatwiona i czy nie trzeba koleżance z dyżuru pomóc. Tym bardziej, że jak wynika z wyjaśnień samej oskarżonej A. H., nie zajmowała się później żadnym innym pacjentem ani nawet innymi pilnymi czynnościami administracyjnymi.
Po drugie, wynika to z tego, że oskarżona A. H. pełniła wówczas funkcję kierownika dyżuru. Jak sama wyjaśniła, powierzono ją jej bo miała o kilkanaście lat dłuższy staż pracy od oskarżonej K. B. i znacznie większe doświadczenie. Jak wynika z regulaminu organizacyjnego obowiązującego w Szpitalu Miejskim w C. w dacie czynu ( zawartego na k. 716-719 akt) do obowiązków kierownika dyżuru należał m. in nadzór nad pracą innych lekarzy dyżurujących ( § 22 ust. 2 pkt 1 regulaminu ) oraz koordynowanie działań leczniczych wobec pacjentów wymagających współpracy lekarzy wielu specjalności ( § 22 ust. 2 pkt 2 regulaminu ), a lekarze pełniący dyżur mieli obwiązek zgłaszać kierownikowi dyżuru wszelkie bieżące problemy dotyczące leczenia ( § 22 ust. 2 pkt 5 regulaminu ). Oskarżona A. H. sama wyjaśniała, że podjęcie leczenia wobec pokrzywdzonej wymagało zabiegów logistycznych i koordynacyjnych, że decyzja o przetransportowaniu jej do innego szpitala podyktowana była tym, iż z drugą z oskarżonych oceniły, że powinni się nią zająć lekarze różnych specjalności, a problemy z transportem chorych zdarzają się przecież i należą niewątpliwie do bieżących problemów dotyczących leczenia. Sytuacja pokrzywdzonej pasowała więc jak ulał do tych obowiązków, które regulamin nakładał na kierownika dyżuru.
W takiej sytuacji od oskarżonej A. H. można było ( należało) wymagać, aby zainteresowała się losem pacjentki ( jej transportu do innego szpitala) również po zakończeniu konsultacji. Można i należy oczekiwać zastosowana takich reguł ostrożności i były one wymagane w tych okolicznościach ( tj. po pierwsze od każdego lekarza na dyżurze nocnym poproszonego o konsultację, po drugie tym bardziej od lekarza pełniącego funkcję kierownika tego dyżuru, po trzecie od lekarza starszego i bardziej doświadczonego od tego, który o konsultację poprosił).
Dlatego oskarżona A. H. popełniła przypisane jej przestępstwo z winy nieumyślnej. Z tego powodu Sąd zmienił kwalifikację tego przestępstwa na art. 160 § 2 kk w zw. z art. 160 § 3 kk w zw. z art. 4 § 1 kk ( powołanie art. 4 § 1 kk wynika chociażby z zaostrzenia w dacie wyrokowania w porównaniu z datą czynu dolnej granicy grzywny wynikającego z obecnie obowiązującego art. 33 § 1 a pkt 1 kk). Spowodowało to również zmianę opisu czynu i w miejsce słów „ przewidując możliwość wystąpienia negatywnych skutków zdrowotnych dla pacjentki i płodu i godząc się na to” ( a więc oddających zamiar ewentualny) przyjęto słowa „ mogąc przewidzieć przy zachowaniu reguł ostrożności wymaganych w danych okolicznościach możliwość wystąpienia negatywnych skutków zdrowotnych dla pacjentki i płodu” ( a więc oddających nieumyślność). O zmianie tej uprzedzono strony na rozprawie apelacyjnej. Oczywiście miało to też konsekwencje w zakresie wymiaru kary ( ale o tym w dalszej części uzasadnienia ). Zaznaczyć należy, że zgodnie z art. 160 § 5 kk przestępstwo to ścigane jest na wniosek pokrzywdzonego – pokrzywdzony A. L. wniosek taki złożył już na etapie postępowania przygotowawczego ( vide k. 12) i powtórzył go na rozprawie apelacyjnej.
Chybione są zarzuty związane z brakiem wykazania zachowania alternatywnego oskarżonej K. B. i oskarżonej A. H., które mogłoby zapobiec zwiększaniu się tego niebezpieczeństwa.
Zachowanie alternatywne oskarżonej K. B. czyli wystawienie zlecenia przetransportowania pacjentki, a w międzyczasie wykonanie podstawowych badań usg i laboratoryjnych spowodowałoby, że pacjentka zostałaby przewieziona do szpitala o wyższym stopniu referencyjności wcześniej i wcześniej poddana zabiegowi cesarskiego cięcia, kiedy jej stan był lepszy ( bo pogarszał się z każdą chwilą), a tym samym stopień narażenia matki i dziecka na utratę życia i zdrowia byłby niższy. Zaś wykonanie badań ( zwłaszcza trwającego 15 minut badania usg, co wykonane być mogło w czasie oczekiwania na karetkę ) dałoby po pierwsze rozpoznanie, że omdlenia pokrzywdzonej są związane z patologią ciąży, a nie z innymi schorzeniami ( częściowo potwierdziła to w wyjaśnieniach oskarżona A. – Ś. – H.), co ponownie przyspieszyłoby właściwą reakcję w postaci cesarskiego cięcia zapobiegając dalszemu wzrostowi stopnia niebezpieczeństwa, a po drugie lekarzom wykonującym cesarskie cięcie lepsze rozpoznanie sytuacji, co niewątpliwie ułatwiłoby im przeprowadzenie tego zabiegu i również zmniejszyłoby stopień omawianego niebezpieczeństwa.
Co do oskarżonej A. H. zachowanie alternatywne jest analogiczne z tą różnicą, że przy zachowaniu należytej ostrożności upewniłaby się, czy wystawiano wobec pacjentki zlecenie przetransportowania i czy wykonano podstawowe badania, a gdyby to zrobiła dowiedziałaby się, że tak się nie stało. Wówczas podjęłaby działania o których sama wyjaśniała – wystawiłaby takie zlecenie ( sama wyjaśniła, że tak by zrobiła ) co przyspieszyłoby przetransportowanie pacjentki ( tym samym zabieg cesarskiego cięcia) i przeprowadziła w oczekiwaniu na transport szybkie badanie usg co pozwoliłoby jej ( jak sama wyjaśniła) na chociażby częściowe rozpoznanie patologii ciąży pacjentki.
Dla wyczerpania znamion z art. 160 kk wystarczające jest zwiększenie, a nawet w przypadku gwaranta brak zapobiegnięcia wzrostowi stopnia tego niebezpieczeństwa, dlatego oskarżona K. B. wyczerpała znamiona przypisanego jej przestępstwa, a oskarżona A. H. przestępstwa z art. 160 § 2 kk w zw. z art. 160 § 3 kk w zw. z art. 4 § 1 kk, więc zarzuty apelantów z tym związane są chybione.
Zarzuty związane ze zmianą opisu czynu zarzuconego oskarżonej A. H. i jego uzupełnieniem przez Sąd Rejonowy o zaniechanie upewnienia się, czy doszło do wystawienia zlecenia przetransportowania pacjentki i jej przewiezienia do placówki o wyższym stopniu referencyjności są chybione.
Z całą pewnością nie mamy tu do czynienia z brakiem skargi uprawnionego oskarżyciela i z bezwzględną przyczyną odwoławczą z art. 17 § 1 pkt 9 kpk, jak zarzuca jeden z obrońców. Jest to element zdarzenia faktycznego ( historycznego) objęty aktem oskarżenia, czyli błędami i zaniechaniami oskarżonej związanymi z około 2 – godzinnym pobytem pokrzywdzonej w Szpitalu Miejskim w C. w dniu 11 października 2012 roku. Elementy tego wydarzenia ( różne jego aspekty) mieszczą się w granicach skargi prokuratora i Sąd Rejonowy mógł zmienić opis tego czynu, w tym uzupełnić go tak jak uczynił to w punkcie 2 zaskarżonego wyroku i nie było to naruszeniem zasady skargowości.
Zarzuty drugiego z obrońców, który w takim postąpieniu Sądu Rejonowego dostrzegł naruszenie art. 399 § 1 kpk w zw. z art. 6 kpk – a więc względną przyczynę odwoławczą - również nie zasługują na uwzględnienie. Generalnie, uprzedzenie o jakim mowa w art. 399 § 1 kpk dotyczy zmiany kwalifikacji prawnej, a nie opisu czynu, ale faktycznie może dojść do sytuacji, w których zmiana opisu czynu będzie tak zaskakująca dla oskarżonego i rewolucyjna, że całkowicie obróci w niwecz jego linię obrony – w takim hipotetycznym przypadku moglibyśmy mówić o naruszeniu prawa do obrony w stopniu mającym wpływ na treść wyroku w rozumieniu art. 438 pkt 2 kpk. Tak jednak w tej sprawie nie było. Kwestia upewnienia się przez oskarżoną A. H., czy doszło do wystawienia zlecenia przetransportowania pacjentki i jej przewiezienia do placówki o wyższym stopniu referencyjności była przecież poruszana przez nią samą w jej wyjaśnieniach i stanowiła element jej linii obrony ( wyjaśniała, że po przeprowadzeniu konsultacji poszła do siebie i o dalszych losach pacjentki dowiedziała się na drugi dzień, stanowiło to jej argument świadczący o braku godzenia się na narażenie pacjentki i jej dziecka na niebezpieczeństwo). Uzupełnienie opisu czynu nie było więc ani dla oskarżonej zaskakujące, ani nie utrudniało jej obrony obalając jakąś strategię czy koncepcję. Wręcz przeciwnie, w ocenie Sądu Okręgowego zmieniło to sytuację tej oskarżonej na jej korzyść, ostatecznie w drugiej instancji spowodowało zmianę kwalifikacji na przestępstwo nieumyślne, co było omawiane wcześniej. Poza tym, nawet jeżeli można by dostrzec w tym działaniu Sądu Rejonowego polegającym na braku uprzedzenia o takiej zmianie opisu czynu uchybienie procesowe, to przecież nie miało to realnego wpływu na prawo do obrony i na treść orzeczenia w rozumieniu art. 438 pkt 2 kpk, bo wszystkie argumenty, jakie można by podnieść przed Sądem pierwszej instancji zostały podniesione w apelacjach, a Sąd drugiej instancji je rozważył i nawet skłoniło go to to zmiany wyroku na korzyść oskarżonej.
Zarzuty rażącej niewspółmierności kar i środków karnych co do obu oskarżonych okazały się częściowo zasadne.
Co do oskarżonej A. H. wobec przyjęcia przestępstwa nieumyślnego wystarczającą reakcją na jej czyn będzie kara samoistnej grzywy ( w wysokości 200 stawek po 50 złotych stawka) w połączeniu z utrzymanym w mocy rozstrzygnięciem o nawiązce na rzecz pokrzywdzonego B. L. w kwocie 30000 zł. Stopień społecznej szkodliwości jej czynu jest na tyle wysoki, że wyklucza zastosowanie warunkowego umorzenia postępowania. Biorąc pod uwagę kilkudziesięcioletni staż pracy tej oskarżonej jako lekarza ginekologa oraz to, że omawiany czyn był jedynym negatywnym epizodem w jej życiu zawodowym, a także to, że od czynu minęło 13 lat i żadne podobne uchybienie nie powtórzyło się, nie było zasadne orzekanie wobec niej zakazu wykonywania zawodu lekarza ginekologa. Zakaz taki orzeka się w sytuacji, w której dalsze wykonywanie zawodu zagraża istotnym dobrom chronionym prawem – powyżej wymienione okoliczności wskazują, że sytuacja taka nie ma miejsca. Dlatego Sąd Okręgowy uchylił rozstrzygnięcie o tym środku karnym. Na marginesie wskazać należy, że w mowach końcowych prokurator nie wnosił o orzeczenie takiego zakazu, a oskarżyciel posiłkowy A. L. przyłączył się do tego wniosku – k. 1688.
Co do oskarżonej K. B. stopień społecznej szkodliwości jej czynu jest wysoki – tak duży, że wyklucza to obniżenie wysokości orzeczonej kary pozbawienia wolności, a więc tym bardziej orzeczenie samoistnej kary grzywny i warunkowe umorzenie postępowania.
Jednak z drugiej strony omawiane przestępstwo jest jedynym takim zdarzeniem w życiu tej 56 – letniej kobiety. Jednocześnie nie sposób nie zauważyć, że od czynu minęło 13 lat i w tym okresie nie pojawiły się żadne sygnały o naruszaniu przez oskarżoną K. B. porządku prawnego. Uzasadnia to warunkowe zawieszenie wykonania kary pozbawienia wolności na okres próby 2 lat ( zastosowanie mają przepisy, które obowiązywały w dacie czynu pozwalające na orzeczenie warunkowego zawieszenia wykonania kary nawet 2 lat pozbawienia wolności). Znamienne jest również to, że w mowach końcowych prokurator wnosił o orzeczenie kary 1 roku pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania tej kary na okres próby 2 lat, a oskarżyciel posiłkowy A. L. przyłączył się do tego wniosku – k. 1688.
Aby wzmocnić oddziaływanie tej kary Sąd Okręgowy wymierzył na podstawie art. 71 § 1 kk oskarżonej K. B. karę 250 stawek dziennych grzywny po 50 zł stawka. Jest to ilość stawek dziennych grzywny akcesoryjnej zbliżona do górnej granicy według przepisów obowiązujących w dacie czynu. Orzeczenie grzywny akcesoryjnej w przypadku zmiany wyroku przez Sąd odwoławczy polegającej na warunkowym zawieszeniu kary pozbawienia wolności nie narusza zasady reformationis in peius ( por. uchwała Sądu Najwyższego z dnia 8 grudnia 1978 roku VII KZP 35/78, OSNKW 1979, Nr 1-2, poz. 2).
Kara 1 roku i 6 miesięcy pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania na okres 2 lat próby w połączeniu z w/w wysoką grzywną akcesoryjną i utrzymanym w mocy rozstrzygnięciem o nawiązce na rzecz pokrzywdzonego B. L. w kwocie 60000 złotych będzie wystarczającą reakcją na jej czyn.
Jednocześnie Sąd Okręgowy uchylił rozstrzygnięcie o środku karnym w postaci zakazu wykonywania przez oskarżoną K. B. zawodu lekarza specjalizacji ginekologa. Oskarżona wykonuje ten zawód prawie od 30 lat ( od 1996 roku) i był to jej pierwszy i jedyny negatywny epizod w jej życiu zawodowym. Od czynu minęło 13 lat i żadne podobne uchybienie nie powtórzyło się. Dlatego nie było zasadne orzekanie wobec niej zakazu wykonywania zawodu lekarza ginekologa. Zakaz taki orzeka się w sytuacji, w której dalsze wykonywanie zawodu zagraża istotnym dobrom chronionym prawem – powyżej wymienione okoliczności wskazują, że sytuacja taka nie ma miejsca. Nie bez znaczenia jest również to, że w mowach końcowych prokurator nie wnosił o orzeczenie takiego zakazu, a oskarżyciel posiłkowy A. L. przyłączył się do tego wniosku – k. 1688.
Na podstawie art. 634 kpk w zw. z art. 627 kpk w zw. z art. 633 kpk i art. 10 ust. 1 ustawy o opłatach w sprawach karnych Sąd zasądził od oskarżonej A. H. i od oskarżonej K. B. na rzecz Skarbu Państwa wydatki za postępowanie odwoławcze, na które złożył się ryczałt za doręczenia w kwocie 20 zł ( więc na każdą z oskarżonych przypada po 10 zł) , oraz opłaty za obie instancje. Koszty te nie są wysokie i oskarżone są je w stanie ponieść bez uszczerbku dla niezbędnego utrzymania siebie i swoich najbliższych.
Podmiot udostępniający informację: Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim
Data wytworzenia informacji: